niedziela, 6 kwietnia 2014

Od Anny, C. D. Sensitive

Druidzki małolat.
Ten, od którego wszystko się zaczęło.
Gotowałam się. Chcę już końca tego wszystkiego. Po cholerę Mike się tutaj wpieprzał? Odeszłabym i byłoby po wszystkim.
Kątem oka dostrzegłam Sensitive. Pobladła.
-Pamiętam- odpowiedziałam krótko- Nie wiem, co to ma do rzeczy. Nie chcę mieć więcej z wami do czynienia. Nie chcę, żeby te informacje miały ze mną cokolwiek innego.
Odważnie. Odważnie jak na mnie. Normalnie nie powiedziałabym czegoś takiego.
-Nie pozwoliłem ci odejść.
-Nie pytałam o pozwolenie.
Odwróciłam się na pięcie, zamykając oczy. Czułam, że trzęsę się ze zdenerwowania. Ruszyłam, mając nadzieję, że dane będzie mi odejść.

< Sensitive? >

Od Deborah, C. D. Ayame

- Deborah – odpowiedziałam nieufnie. Nadal pozostawało minimalne niebezpieczeństwo z jej strony.
- Co tu robisz? – zapytała.
- A ty?
- Ukrywam się. Ty także?
- Skądże – prychnęłam. – Szukam gildy złodziei. Wiesz gdzie to?
- Z własnej woli schodzisz do kanału? – pokręciła głową. A przynajmniej mi się tak wydało, bo panowały tu piekielne ciemności. Nie odpowiedziałam, tylko zaczęłam szukać kompasu. Był mi potrzebny do powrotu! Bez niego nie odnajdę się w tych tunelach nigdy…
- I nie wiem, gdzie to – odpowiedziała. Więc nie jest złodziejką. Chociaż można chyba kraść i nie zadawać się z tymi tam. Tak myślę. Usłyszałam, jak Ayame się przemieszcza. Aby dowiedzieć się, gdzie stoi, przezornie zapytałam:
- Przed kim się ukrywasz?
- Żołnierze. Nie dają mi spokoju – westchnęła. Zaśmiałam się ponuro na jej słowa. Czymże była kucharka w porównaniu z królewskim wojskiem?
- To nie jest śmieszne – w jej słowach wyczułam lekkie podenerwowanie.
- W porównaniu z ganiającą mnie kucharką jest – odpowiedziałam. W końcu moje palce zacisnęły się na kompasie. Bogu dzięki!
- Kucharką?
- Nie ważne. A teraz pozwolisz, że pójdę sobie szukać gildy, a ty nie pójdziesz za mną? – w odpowiedzi usłyszałam prychnięcie. Chciałam się tylko upewnić, że nie będzie mnie śledzić czy coś…
- Moim ostatnim marzeniem byłoby wlec się za jakąś dziewuchą, wiesz?
- Jak sobie chcesz – mruknęłam.

Od Sensitive, C. D. Anny

- Prawdę powiadasz...- powiedział spokojnie Mike przechylając lekko głowę. Po chwili obrócił się w moją stronę i zapytał:
- Tak więc czego się o mnie dowiedziałaś, Sensitive?
Nie odpowiedziałam. Po dłuższej chwili Mike westchnął. Z powrotem spojrzał na Annę i powiedział:
- Może na razie odłóżmy tego typu sprawy na bok. W sumie, to nawet lepiej, że na was wpadłem. Mam do ciebie interes, Annie...
- Nie nazywaj mnie tak- syknęła dziewczyna.
- Dziś rano dostałem bardzo interesującą informację- mężczyzna kontynuował nie zważając na czerwoną ze złości Annę.- Chyba obydwie pamiętacie tamtą druidzką małolatę?

< Ann? Sorki, że tyle musiałaś czekać .___. >

sobota, 5 kwietnia 2014

Od Saurena, C. D. Rin

Rozmowa była dość interesująca, aczkolwiek kiedy pojawił się Esalien cała moja uwaga padła na niego. Nie podobał mi się ani napój, który mu podała, ani fakt, że nie zawahał się przyjmując go. Wtem ni stąd, ni zowąd, do pokoju wbiegł starszy już mężczyzna z grubą księgą pod pachą. Cały był owinięty w brązowy płaszcz.
-Witaj Rin –rzekł. –Proszę wybacz, że o tak późnej porze, ale coś spowolniło mój przyjazd do Winterlake z twierdzy.
Następnie podał jej starą już i wysłużoną księgę. Napis na okładce, który stanowiły wyblakłe już srebrne litery, dał mi do zrozumienia, że jest to książka o podstawach alchemii. Dziewczyna wydawała się zadowolona i uśmiechnęła się do mężczyzny.
-Dziękuję Elrolnusie, dobrze ją wykorzystam –powiedziała i natychmiast otworzyła księgę. Całą jej uwagę pochłonęła teraz jej treść. Tymczasem ja zwróciłem na siebie uwagę owego mężczyzny. Włosy miał już siwe, spojrzenie pełne doświadczenia, lecz mnie interesowało napomknięte słowo twierdza.

<Esalien?>

piątek, 4 kwietnia 2014

Od Ayame, C. D. Deborah

Gonili mnie rycerze, znowu. Kiedy wreszcie dadzą mi spokój? To zaczyna się robić wkurzające. Byłam w kanałach. Ciemno, ale najgorsze było to, że cuchnęło tam okropnie. Nagle usłyszałam parsknięcie konia. Poszłam w tamtą stronę. Nie tylko koń, był tam ktoś jeszcze. Przez głupi brak światła nie widziałam twarzy tej osoby. Spytałam:
-A ty co tutaj robisz?- w tym samym momencie słychać było,  jak ten ktoś się podnosi.
-Nic- nie zbyt mi to wystarczyło.
-A może tak jaśniej?- postać przede mną lekko się cofnęła.
-Spokojnie, możesz mi zaufać. Jestem Ayame, a ty?

<Deborah?>

Od Deborah

- Do niczego się nie nadajesz! Skończona sierota z ciebie! I zabierz tą szkapę, bo nie będę jej dłużej trzymać! – tymi oto słowy moja kochana pracodawczyni, główna kucharka wywaliła mnie z roboty. Chciała mnie jeszcze uderzyć patelnią, ale się uchyliłam. Całe szczęście, bo bardziej okropnej patelni nie widziałam nigdy. Kapało z niej coś lepkiego, czarnego i sprawiała wrażenie, jakby nigdy nie była myta. Bo taka higiena panowała w tamtejszej kuchni. Nawet mi nie zapłaciła, szelma jedna! Dobrze, że nie jestem głupia. Zdążyłam zwinąć jej złoty pierścień, chyba jedyną cenną rzecz, jaką przy sobie miała.
- Wcale mnie nie wyrzucasz, bo i tak odchodzę – mruknęłam, gdy drzwi zatrzasnęły się z głośnym hukiem. Ta praca w Goldencoast była jednym z moich najgorszych doświadczeń w życiu. Znowu bez miejsca zamieszkania, westchnęłam. Bardziej z przyzwyczajenia, niż ze smutku, gdyż było mi naprawdę obojętne, gdzie się tej nocy podzieję.
Poszłam po Thorę, która stała w obskurnym, małym i ciemnym pomieszczeniu przy gospodzie. Musiałam ją tam trzymać – inaczej na pewno ktoś by mi ją ukradł.
- Co, maleńka, idziemy rozprostować nogi? – szepnęłam do niej czule i podrapałam ją za uchem. Trąciła mnie łbem. Wiedziałam, że ma do mnie żal o to, że dwa dni musiała stać tu całkiem sama. Założyłam jej cały sprzęt i próbowałam zmusić do wyjścia. Obrażona klaczka stała w miejscu i nie chciała się ruszyć.
- Tak, wiem, wiem. Ale więcej tu nie wrócimy, rozumiesz? A jak zaraz się nie zwiniemy to będziemy miały nie małe problemy… Klacz chyba zrozumiała, bo choć niechętnie, wyszła na zewnątrz. Chwilę pokręciła się w miejscu, po czym dała sobie spokój i stanęła nieruchomo.
- Złodziejka!!! Wiedziałam, że nie wolno ci ufać! – wściekła kucharka dalej wyskoczyła z gospody dalej machając patelnią. Przez myśl mi przemknęło, że to pewnie jej najlepsza broń…
- Nie zapłaciłaś mi – wzruszyłam ramionami i spięłam Thorę. Kobieta zaczęła krzyczeć, aby mnie łapali, jednak w pobliżu nie było żadnego rycerza kwapiącego łapać dębującą właśnie klacz. Z resztą w tej mieścinie napady i kradzieże zdarzały się tak często, że nikt nie przejmował się czyimś losem. Ruszyłam przez miasto. Postanowiłam wydostać się raz na zawsze z tej dziury. Za miastem ruszyłam na południowy – wschód. W prostej linii powinnam dotrzeć do Greensilver. Najpierw jednak musiałam wymienić ten pierścień na monety. Wyglądałam jak biedaczka (którą z resztą byłam) – nikt nie przyjąłby ode mnie pierścienia, twierdząc, że jest kradziony. Może trafiłabym nawet do więzienia. Przypomniał mi się jakiś mężczyzna w gospodzie, który opowiadał o gildzie złodziei. Zapamiętałam tę opowieść, gdyż to właśnie wtedy, zasłuchana, upuściłam kufel z piwem. To by było coś, oni na pewno wiedzą, co zrobić z tym pierścieniem… Chociaż, czy ja nie oszalałam? Prędzej mnie okradną, niż cokolwiek będą wymieniać. Ale warto spróbować. Zawsze mogę podać się za równą im, złodziejkę. Tylko… czy tam nie trzeba schodzić przypadkiem do kanałów? Thora raczej nie zejdzie. Trudno, przemyślę to na miejscu.
***
Upewniwszy się, że nikt nie idzie, poniosłam kratkę ściekową. Thorę ukryłam w szopie pewnego staruszka, który za obiecaną zapłatę, zgodził się przetrzymać ją w swojej starej szopie. Cóż, moja klacz ostatnio nie zaznała luksusów. Uderzył mnie odór tak mocny, że myślałam, że zemdleję. Zatykając palcami nos, ruszyłam w dół. Było tu naprawdę okropnie: ciemno, śmierdząco i brudno. Ledwo widziałam kilka korytarzy. Który wybrać? Zastanawiałam się, co będzie, jeżeli nie odnajdę drogi powrotnej… Wybrałam ten najbardziej przy lewej. Może będę umiała wrócić…
Przeszłam kilka minut, kiedy dobiegły mnie obce głosy. W tejże chwili potknęłam się o własną nogę i wylądowałam na ziemi. Wyleciał mi kompas, który narobił niemały rumor.
- A ty co tu robisz?!

<ktoś wie?>

Towarzysz Deborah- Thora

http://fc06.deviantart.net/fs70/i/2010/107/4/1/My_Last_Step_by_Zeni_X.png 
Imię: Thora
Wiek: 4 lat
Cechy: Klacz, która od trzech lat towarzyszy Deborah. Ma o sobie wielkie mniemanie i sprawia wrażenie, jakby zawsze kpiła z Twoich słów, Dru jednak wie, jak sobie z nią poradzić. Jest ogromnie utalentowana: przeskoczy najwyższą przeszkodę, nauczy się najtrudniejszych kroków i komend. Nie cierpi innych koni i zawsze robi widowisko kiedy jakiś podejdzie zbyt blisko niej.
Właściciel: Deborah

Nowa Członkini- Deborah

http://fc06.deviantart.net/fs71/f/2013/162/2/d/test_by_imorawetz-d68mlv6.jpg 
DEBORAH SOLITARIE