Spojrzałam zaskoczona na Esaliena. Nie słyszałam jego kroków. Przypatrzyłam się mu bardziej. Drżał. Nic dziwnego. Na zewnątrz było bardzo zimno i dopiero przy ogniu można było się ogrzać.
- Zimno ci. - stwierdziłam. Odłożyłam kubek i zsskoczyłam z parapetu. Gestem przywołałam Esaliena do siebie. Nalałam mu kubek wywaru gotującego się w kotle. Juz miałam mu go podać gdy zatrzymała mnie ręka Saurena.
- Co to jest? - spytał podejrzliwie.
- To go nieco rozgrzeje. - odparłam. Mężczyzna nadal patrzył na mnie nieufnie. - Zaufaj mi.
Wyciągnęłam rękę z jego żelazne uścisku i podałam napar Esalienowi. Ten, bez większych oporów wziął łyk napoju.
- Lepiej? - zapytałam. Kiwnęł głową. Spojrzałam triumfalnie na Saurena. Ten jednak nie powiedział nic, tylko odwrócił wzrok. Nie wiedziałam czy był zły czy raczej pełen ulgi, czy może ucieszony. Bardzo ciężko było go rozszyfrować. Zwykle nie miałam z tym problemu jednak on był wyjątkowo zagadkowy. Nie wiedziałam co chodzi mu po głowie.
Wróciłam na parapet. W pokoju zapadła cisza. Esalien popijał wywar który mu dałam. W pewnym momencie odezwał sie:
<Esalien? ; Sauren?>
wtorek, 1 kwietnia 2014
Od Anny, C. D. Catiela
-Lepiej mnie puść- powiedziałam stanowczo- Na zabiciu mnie nic nie zyskasz, a wiele możesz stracić.
-Nie wydaje mi się- widziałam, że jest u skraju wytrzymałości. Cholera, chyba będę musiała zaopatrzyć się w jakiegoś ochroniarza. W walce wręcz prymusem raczej nie jestem.
-To wolno myślisz. W odróżnieniu od ciebie mam kontakty. Przyjaciół. Którzy nie będą zbyt zadowoleni nie widząc mnie dzisiaj w domu.
W jego oczach oprócz żądzy pozbawienia mnie życia pojawiła się iskierka ciekawości.
Poczułam zwalniający się uścisk, jednak mężczyzna nie zamierzał odpuścić tak łatwo.
-Dobrze, pójdę sobie- powiedziałam zrezygnowana- Chociaż może wrócę tu potem, zobaczyć, czy coś dla mnie zostawiłeś.
Nie puścił mnie jednak.
-Oddaj broń- usłyszałam.
-Nie mogę. Nie mam żadnej.
-Nie jestem głupcem. Nie przyszłaś zamordować doktorka bez broni.
-Właśnie, że tak. Miałam zamiar posłużyć się tym, co znajdę w domu- odparłam spokojnie. Nie wiem, dlaczego ludzi zawsze to tak bardzo dziwi. Nie zwrócę na siebie uwagi idąc bez broni- Najlepiej jakąś butelką.
-Jakoś ci nie wierzę- rzekł, trzymając mnie dalej.
<Cassie? Co dalej?>
-Nie wydaje mi się- widziałam, że jest u skraju wytrzymałości. Cholera, chyba będę musiała zaopatrzyć się w jakiegoś ochroniarza. W walce wręcz prymusem raczej nie jestem.
-To wolno myślisz. W odróżnieniu od ciebie mam kontakty. Przyjaciół. Którzy nie będą zbyt zadowoleni nie widząc mnie dzisiaj w domu.
W jego oczach oprócz żądzy pozbawienia mnie życia pojawiła się iskierka ciekawości.
Poczułam zwalniający się uścisk, jednak mężczyzna nie zamierzał odpuścić tak łatwo.
-Dobrze, pójdę sobie- powiedziałam zrezygnowana- Chociaż może wrócę tu potem, zobaczyć, czy coś dla mnie zostawiłeś.
Nie puścił mnie jednak.
-Oddaj broń- usłyszałam.
-Nie mogę. Nie mam żadnej.
-Nie jestem głupcem. Nie przyszłaś zamordować doktorka bez broni.
-Właśnie, że tak. Miałam zamiar posłużyć się tym, co znajdę w domu- odparłam spokojnie. Nie wiem, dlaczego ludzi zawsze to tak bardzo dziwi. Nie zwrócę na siebie uwagi idąc bez broni- Najlepiej jakąś butelką.
-Jakoś ci nie wierzę- rzekł, trzymając mnie dalej.
<Cassie? Co dalej?>
Od Esaliena, C. D. Saurena
Jakoś nie mogłem spać, a że zauważyłem jak mój ojciec opuszcza swoje posłanie, postanowiłem pójść za nim. Zapomniałem oczywiście o płaszczu, czy jakimkolwiek innym okryciu. Ten dom w nocy prezentował się dość interesująco. Zapomniałem o odczuwanym zimnie i rozglądałem się po całej jego powierzchni. Fakt, ze byliśmy daleko od lasu na północ, a mimo lata było tu raczej zimno, uczucie to potęgował jeszcze ciemny korytarz i blade światło księżyca padające prze okno. W końcu dotarłem do pokoju, w którym przebywali mój ojciec i Rin. Palił się tam ogień, ale był zbyt daleko, bym mógł poczuć ciepło. Przysłuchałem się natomiast ich rozmowie. Była dość interesująca i wykazała, że mój ojciec mimo iż był jeszcze bardziej tajemniczy niż w stosunku do mnie, potrafi się dogadać z Ratarami. Była to dobra wieść, bowiem zapowiadało się na to, że pozostaniemy wśród nich.
-Więc rozmawiacie o smokach –powiedziałem i uśmiechnąłem się. Wzrok mojego ojca i Rin natychmiast poszybował w moją stronę.
<Rin?>
-Więc rozmawiacie o smokach –powiedziałem i uśmiechnąłem się. Wzrok mojego ojca i Rin natychmiast poszybował w moją stronę.
<Rin?>
Od Saurena, C. D. Rin
Nie podobała mi się ta jej mikstura czemukolwiek służyła. Jednak zaczynałem drobnymi krokami odnajdywać z nią wspólny język. Jej zafascynowanie smokami nieraz mnie dziwiło. Chciała często wiedzieć więcej, niż mogłem jej wyjawić. Były, bowiem sprawy, które wymagały, by utrzymać je w kręgu najbardziej zaufanych osób. Były też tajemnice, które znałem jedynie ja i póki co nie mogłem nikomu zdradzić. Zdarzało się natomiast, że zadziwiała mnie jej wiedza, często z pogranicza alchemii, którą sam bardzo dobrze znałem. Posiadała też pewną wiedzę na temat anatomii, czy to człowieka, czy też zwierząt. Zaczęło mnie interesować jak tutejsi reagują na taką kobietę. Jej dom wyglądał bowiem jak chata wiedźmy, nie jest to żadną obelgą, chodzi tu raczej o niektóre dość… interesujące przedmioty. Jej dociekliwość znalazła ujście w ostatnim pytaniu.
-Ludzie nie chcą wierzyć, ze istnieje cos potężniejszego od nich samych, czemu nie dadzą rady zaradzić –odparłem. –Zawsze pragną myśleć o sobie jako istotach nadrzędnych, przed którymi wszystkie inne mają bić pokłony i bezwzględnie się podporządkować. Czasem aż chciałoby się pójść i wybić im ten pogląd z głowy.
Dopiero wówczas dostrzegłem, że ktoś obserwuje nas. Esalien stał w drzwiach i choć nikt inny tego zapewne nie zauważył, ja dobrze wiedziałem, ze trzęsie się z zimna.
<Esalien?>
-Ludzie nie chcą wierzyć, ze istnieje cos potężniejszego od nich samych, czemu nie dadzą rady zaradzić –odparłem. –Zawsze pragną myśleć o sobie jako istotach nadrzędnych, przed którymi wszystkie inne mają bić pokłony i bezwzględnie się podporządkować. Czasem aż chciałoby się pójść i wybić im ten pogląd z głowy.
Dopiero wówczas dostrzegłem, że ktoś obserwuje nas. Esalien stał w drzwiach i choć nikt inny tego zapewne nie zauważył, ja dobrze wiedziałem, ze trzęsie się z zimna.
<Esalien?>
Od Castiela, C. D. Sensitive
- Teraz to już na pewno nie zasnę - powiedziałem cicho, dotykając ustami płatka jej ucha.
Uśmiechnęła się. Delikatnie złapałem ją za rękę i poprowadziłem za sobą. Poruszaliśmy się prawie bezszelestnie. W pewnym momencie stanęliśmy pod drzwiami mojego pokoju. Znowu ją pocałowałem, tym razem dłużej. Nie odsunęła się. Założyła mi ręce na szyje i przycisnęła do siebie mocno, a ja obiąłem ją w tali, opierając się plecami o drzwi. Wtedy okazało się, że nie dość, iż to nie jest mój pokój to jeszcze drzwi były otwarte i wpadliśmy do środka.
<Sensualna? Zaliczyliśmy glebę. XD>
Uśmiechnęła się. Delikatnie złapałem ją za rękę i poprowadziłem za sobą. Poruszaliśmy się prawie bezszelestnie. W pewnym momencie stanęliśmy pod drzwiami mojego pokoju. Znowu ją pocałowałem, tym razem dłużej. Nie odsunęła się. Założyła mi ręce na szyje i przycisnęła do siebie mocno, a ja obiąłem ją w tali, opierając się plecami o drzwi. Wtedy okazało się, że nie dość, iż to nie jest mój pokój to jeszcze drzwi były otwarte i wpadliśmy do środka.
<Sensualna? Zaliczyliśmy glebę. XD>
Od Rin, C. D. Saurena
- Próbowałeś kiedyś je pokonać? - zapytałam przeglądając zioła wyłożone na stole.
- Siłą? Nie. To niemożliwe. - odparł. Pokiwałam lekko głową nie odrywając wzroku od kotła. Jego zawartość bulgotała cicho.
- Rozumiem. Uważam że smoki to fascynujące stworzenia i że da się je pokonać. Na tym świecie da się zrobić wszystko. Jednak zrobienie czegoś takiego byłoby zbrodnią. - westchnęłam. - Dlaczego ludzie nie wiedzą o istnieniu smoków?
Podniosłam kubek leżący na stole i wlałam do niego trochę płynu. Nie pachniało to zbyt ładnie. Skrzywiłam się lekko. Usiadłam jednak na parapecie i wyczekiwałam odpowiedzi Saurena. Ten jednak zbyt zafascynowany był kubkiem, który dymił mi w dłoni. Podejrzliwie zerkał na mnie. Podejrzewałam że myśli iż to jakaś trucizna. Podniosłam kubek i wypiłam duży łyk. Nieco go tym uspokoiłam. Wtedy wbiłam w niego wzrok i czekałam na odpowiedź. Wziął głęboki oddech.
<Sauren? >
- Siłą? Nie. To niemożliwe. - odparł. Pokiwałam lekko głową nie odrywając wzroku od kotła. Jego zawartość bulgotała cicho.
- Rozumiem. Uważam że smoki to fascynujące stworzenia i że da się je pokonać. Na tym świecie da się zrobić wszystko. Jednak zrobienie czegoś takiego byłoby zbrodnią. - westchnęłam. - Dlaczego ludzie nie wiedzą o istnieniu smoków?
Podniosłam kubek leżący na stole i wlałam do niego trochę płynu. Nie pachniało to zbyt ładnie. Skrzywiłam się lekko. Usiadłam jednak na parapecie i wyczekiwałam odpowiedzi Saurena. Ten jednak zbyt zafascynowany był kubkiem, który dymił mi w dłoni. Podejrzliwie zerkał na mnie. Podejrzewałam że myśli iż to jakaś trucizna. Podniosłam kubek i wypiłam duży łyk. Nieco go tym uspokoiłam. Wtedy wbiłam w niego wzrok i czekałam na odpowiedź. Wziął głęboki oddech.
<Sauren? >
Od Saurena, C. D. Rin
-Więc chcesz wiedzieć więcej o smokach –powiedziałem i usiadłem na krześle. –To trochę potrwa.
Uśmiechnęła się i znów zaczęła przeglądać fiolki. W końcu rozłożyła sporą porcje ziół na stole i zaczęła z wielką dokładnością ważyć jakąś substancje w kociołku na palenisku.
-Mam mnóstwo czasu –odparła i zamieszała zawartość kotła. Następnie dosypała tam jakiś proszek, tylko z koloru przypominający piasek, by na koniec przelać tam zawartość jednego ze słoików. Alchemia jest pasjonująca, to jednak wyglądało bardziej na wiedźmę tworzącą jakiś podejrzany produkt. Jakoś nie miałem ochoty na zostanie konsumentem. Rozpocząłem, więc odpowiadać na pytanie jakie mi zadała.
-Niektórzy twierdzą, że smoki są połączniem czterech żywiołów. Zioną ogniem, są zimne jak lód, poważne jak ziemia posiadają zdolność lotu. Same w sobie są niezwykłe, a ich umysł to istny labirynt. Niestety zamknęły je przed nami i pozostał tylko jeden, który nadal posiada zdolność telepatii. Siłą przekraczają każde stworzenie jakie występuje w tym świecie i głupcem ten, kto myśli, zę można je pokonać.
<Rin?>
Uśmiechnęła się i znów zaczęła przeglądać fiolki. W końcu rozłożyła sporą porcje ziół na stole i zaczęła z wielką dokładnością ważyć jakąś substancje w kociołku na palenisku.
-Mam mnóstwo czasu –odparła i zamieszała zawartość kotła. Następnie dosypała tam jakiś proszek, tylko z koloru przypominający piasek, by na koniec przelać tam zawartość jednego ze słoików. Alchemia jest pasjonująca, to jednak wyglądało bardziej na wiedźmę tworzącą jakiś podejrzany produkt. Jakoś nie miałem ochoty na zostanie konsumentem. Rozpocząłem, więc odpowiadać na pytanie jakie mi zadała.
-Niektórzy twierdzą, że smoki są połączniem czterech żywiołów. Zioną ogniem, są zimne jak lód, poważne jak ziemia posiadają zdolność lotu. Same w sobie są niezwykłe, a ich umysł to istny labirynt. Niestety zamknęły je przed nami i pozostał tylko jeden, który nadal posiada zdolność telepatii. Siłą przekraczają każde stworzenie jakie występuje w tym świecie i głupcem ten, kto myśli, zę można je pokonać.
<Rin?>
poniedziałek, 31 marca 2014
Od Rin, C. D. Saurena
- Mam do ciebie mnóstwo pytań. Zaczynając od paktu ze smoka mi, a kończąc tu. - uśmiechnęłam sie pod nosem.
- A zatem pytaj. - powiedział. Poczułam jego ostre spojrzenie.
- Może zacznę od smoków. - mówiłam powoli i wyraźnie. Wpatrywałam się to w ogień, to w mojego rozmówcę. Wstałam z fotela i powoli Przeszłam się obok półek. Stały tam fiolki i słoje. Przejechałam po nich palcami. - Chcę wiedzieć; chcę wiedzieć coś więcej o smokach. Gdzie one są? Co się z nimi stało? Co wy macie z nimi wspólnego.
- Mój syn tłumaczył to już - odparł Sauren dokładnie przyglądając się każdemu mojemu ruchowi.
- Owszem. Ale to mi nie wsytarcza. - pokręciłam lekko głową.
- Ja nic więcej powiedzieć ci nie mogę. - gdy to mówił w jego głosie czuć było nutę pogardy.
- Możesz. Nic nie stoi na przeszkodzie. - wzięłam do ręki jedną buteleczkę i przemiaszałam jej zawartość. Sauren zmusił podejrzliwie oczy. Nie wiedzieć czemu, ale chciałam zdobyć jakoś jego zaufanie. Może wtedy dowiedziałabym się czegoś więcej o smokach które bardzo mnie fascynowały. Trzymając fiolkę w dłoni odwróciłam się do Saurena. Chwilę mierzylismy się wzrokiem.
<Sauren?>
- A zatem pytaj. - powiedział. Poczułam jego ostre spojrzenie.
- Może zacznę od smoków. - mówiłam powoli i wyraźnie. Wpatrywałam się to w ogień, to w mojego rozmówcę. Wstałam z fotela i powoli Przeszłam się obok półek. Stały tam fiolki i słoje. Przejechałam po nich palcami. - Chcę wiedzieć; chcę wiedzieć coś więcej o smokach. Gdzie one są? Co się z nimi stało? Co wy macie z nimi wspólnego.
- Mój syn tłumaczył to już - odparł Sauren dokładnie przyglądając się każdemu mojemu ruchowi.
- Owszem. Ale to mi nie wsytarcza. - pokręciłam lekko głową.
- Ja nic więcej powiedzieć ci nie mogę. - gdy to mówił w jego głosie czuć było nutę pogardy.
- Możesz. Nic nie stoi na przeszkodzie. - wzięłam do ręki jedną buteleczkę i przemiaszałam jej zawartość. Sauren zmusił podejrzliwie oczy. Nie wiedzieć czemu, ale chciałam zdobyć jakoś jego zaufanie. Może wtedy dowiedziałabym się czegoś więcej o smokach które bardzo mnie fascynowały. Trzymając fiolkę w dłoni odwróciłam się do Saurena. Chwilę mierzylismy się wzrokiem.
<Sauren?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)